Mrówki, kocia karma i wielka woda

Dawno temu, za górami w bardzo mrocznym lesie było sobie mrowisko. W mrowisku mieszkały mrówki, mróweczki oraz paru trutni. W sumie to dość sporo tych trutni było. No i oczywiście Królowa Mrówczego rodu. Mrówki i mróweczki pracowały dzielnie noc i dzień. Trutnie natomiast nic nie robiły poza zaspokajaniem Królowej. A Królowa po zaspokojeniu rodziła małe mróweczki. I wszyscy sobie żyli szczęśliwie, aż nadszedł ten dzień. TEN dzień. W TYM dniu wszystkim trutniom na raz się zachciało… zaspokoić Królową. Ustawili się więc w kolejce i ją zaspokajali. Jeden za drugim, trzeci za jednym. A Królowa wielce zadowolona  takiego obrotu sprawy była cały czas uśmiechnięta. I rodziła mnóstwo mróweczek, które były jej bejbusiami! I miała ich miliony, a nawet miliardy! Bo trutnie naprawdę przykładały się do swoich obowiązków.

Pewnie spytacie, co w tym takiego strasznego, że Królowa urodziła mnóstwo bejbusiów. Ogólnie to nic (im więcej bejbusiów tym lepiej). Jednakże, w całym mrowisku nie było dostatecznie dużo jedzenia, żeby nakarmić te wszystkie mrówki. Na szczęście, mrówki miały opracowane sposoby na takie sytuacje. Część z nich dzieliła się na grupy i ruszały świat. I my właśnie takiej jeden grupie się przyjrzymy.

Grupa składała się z mrówek i mróweczek, a także z Księżniczki, która miała zostać w przyszłości Królową. Było tam też parę trutni. I taka właśnie wesoła drużyna z plecaczkami szła sobie przez las, aż dotarła do Wielkiej Wody. Ponieważ mróweczki były małe, to wielką wodą dla nich była kałuża. Stanęły zatem na jej brzegu i zastanawiały się co mają robić. Pierwsza mrówka rozłożyła kocyk i zaczęła się opalać (bo myślała, że to morze). Wtedy Królowa rzekła:

-Ty głupia! Przecież to nie morze, bo nie jest słone.

Pewnie się teraz zastanawiacie jak to się stało, że z Księżniczki zrobiła się Królowa. No wiec została ona koronowana po drodze do Wielkiej Wody. Nie pisałem o tym wcześniej, bo jest to nieistotne dla naszej historii (chociaż impreza była przednia i były nawet żuki! pieczone…).

W każdym razie, wszystkie mrówki przyznały, że Królowa ma racje. Następna mrówka chciała przepłynąć Wielką Wodę. Weszła więc do wody po kolana i zaczęła krzyczeć, że się topi, bo nie umie pływać.

-Ty głupia! - powiedziała Królowa. - Nie można się topić jak się jest w wodzie po kolana. Po za tym nie wchodzi się do wody jak się nie umie pływać.

Reszta mrówek przyznała rację Królowej. Z następnym pomysłem wyskoczył mrówek. Miał na imię Mojżesz. Podszedł do Wielkiej Wody z laską swoja i rzekł:

-Rozstąp się morze! Rozkazuję Ci!

Zrobiło się nagle ciemno, chmury nadciągnęły nad mrówki, zaczęły błyskać pioruny iiii … nic.

-Nie dość, że głupi to jeszcze nie słucha - rzekła Królowa.- Przecież już powiedziałam, że to nie jest morze.

Mrówki przyznały po raz kolejny rację królowej, jednak mówiły sobie w duchu, że jakby to było morze to na pewno by się im udało.

Było też kilka innych pomysłów. Ostatnim pomysłem - jak się okazało najlepszym - był pomysł Noego, na zbudowanie arki, która umożliwi im przepłynięcie przez Wielką Wodę. Wszystkie mrówki były jednogłośne, że to jest najlepszy pomysł. Zaczęły więc budować arkę z liści i igieł. Arka wyszła piękna i bardzo duża. Noe zabrał na arkę wszystkich ze swojej grupy mrówek oraz zwierzęta hodowlane w postaci mszyc (co by z nich robić miód). I popłynęli. Płynęli długo, ale w końcu dotarli na drugi brzeg. Okazało się tam, że znajdują się przed wielkim domem.

Królowa, po krótkiej naradzie z Radą starszych, ustaliła dekret, na podstawie którego, mrówki od dzisiaj stawały się mrówkami faraona i mogły mieszkać w domu ludzkim. I tak też zrobiły. Wprowadziły się do starej misiej dziurki i tam sobie mieszkały organizując co jakiś czas wypady po cukier, którym się żywiły. I wszystko było by dobrze, gdyby nie przyszedł znowu TEN dzień. Trutnie znowu poczuły chuć! I się zaczęło. Znowu było mnóstwo bejbusiowych mróweczek. Królowa jednak nie chciała pozwolić na to, żeby odeszły one w swoja stronę. Wymyśliła więc sprytny plan…

Została wysłana grupa rozpoznawcza, żeby zlokalizować kota. Grupa praktycznie od razu wróciła ponieważ kot miał swoje legowisko koło mysiej dziury (taki z niego cwaniak!). Następnie do kota zostali wysłani mrówczy posłowie. Mieli oni za zadanie przekonać kota, żeby uczciwie dzielił się z nimi kocią karmą (takie małe gwiazdeczki). Mrówki dość długo tłumaczyły kotu, że żeby było uczciwie, to każdy otrzyma po jeden gwiazdce - on jedną i każda z mrówek po jednej. Kot nie bardzo widział w tym nic uczciwego, jednak jak mrówki zagroziły mu agresją, to przystał na ich warunki. Zadowolone mrówki wracały już do swojej dziurki mysiej, kiedy kot się rozmyślił i zrobił pac! Pac zrobił łapką! I te mrówki straciły przytomność! Zaraz wieść ta dotarła do Królowej, która wypowiedziała wojnę kotu. Na kota rzuciły się chmary mrówek wojowników! I obgryzły mu wąsy! Kot momentalnie się podał i ocucił mrówki. Zgodził się jednocześnie nie podział karmy.

I wszyscy byli zadowoleni - kot, bo mrówki obiecały go nie atakować, mrówki, bo miały karmę kocią, ludzie, bo mrówki nie wyjadały im cukru. Tylko trutnie… jak zbliżał się TEN dzień, część z nich miała nakaz masturbacji, co by nie mieli siły spółkować z Królową. A te trutnie, które się na to nie zgadzały, zostały poddane kastracji…

Jaki z tego morał? Dąż zawsze do swoich marzeń, bo w końcu na pewno Ci się uda. A jak chcesz zaspokajać Królową to musisz się zabezpieczać - inaczej będziesz wykastrowany (finansowo i mentalnie).

Ostatnie wpisy

Leave a Reply