Ping Ping, Pong i trawiaste nunczako

Dawno temu, w dalekich Chinach żyły sobie dwa króliki. Jeden był cały czarny, a drugi cały biały. I te króliki się nie znały w ogóle, chociaż oba mieszkały w Chinach. Biały królik nazywał się Ping Ping i mieszkał na łące. Ping Ping była dziewczynką. Pong natomiast był chłopcem, miał czarne futerko i mieszkał też na łące, ale przy samym lesie. I to tyle słów wstępu.

Nasza historia zaczyna się w piękny słoneczny dzień. Ping Ping stwierdziła, że ma ochotę na borówki. Na borówki amerykańskie. Więc poszła do lasu ich poszukać. Ping Ping nie wiedziała, że w Chinach nie rosną borówki amerykańskie. Pewnie dlatego nie mogła ich znaleźć. Ale szukała ich dzielnie, wchodząc coraz głębiej w las. W końcu znalazła jakieś jagody i chciała wracać do domu, ale miała brudny pyszczek, więc postanowiła się umyć. Myła się z wielkim zapałem aż nie była cała czysta. Po godzinach mycia była cała czyściutka (a trzeba pamiętać, że białe futerko trudno utrzymać w czystości). I już miała wracać do domu, ale zrobiło się ciemno, a Ping Ping nie wiedziała gdzie jest. Usiadła więc na kamieniu i zaczęła płakać.

-O ja biedna! O ja biedna Ping Ping, co ja teraz zrobię!

I leżąc na kamieniu machała lewą łapką. Nagle z zarośli usłyszała jakiś dźwięk. Było to warczenie.


-Grr! Gry gry gry! - warczał wilk skradając się.

Wilk nie był zbyt mądry, bo gdyby był, to skradając się zachowałby ciszę. Wyłonił się w końcu z mroku ukazując swe błyszczące oczy i ostre zęby. Warczał, a z pyska ciekła mu ślina. Ping Ping bardzo się przestraszyła.

-Odejdź wilku! Nie możesz mnie zjeść! Takie są zasady!

-Ale ja się z Tobą nie bawię. Zjem Cię na kolację - powiedział wilk zbliżając się do kamienia, na którym siedziała Ping Ping.

-Czy nikt mnie nie uratuje?

Wilk się zaśmiał.

-Nikogo tutaj nie ma. A ja Cię zjem.

Ping Ping chwyciła się ostatniej deski ratunku. Postanowiła przestraszyć wilka. Stanęła na tylnych łapkach, a przednia wyciągnęła do przodu i zaczęła nią machać. Jednak Ping Ping była bardzo słodkim królikiem i wyglądało to uroczo zamiast groźnie. Wilk przystanął na chwilkę i powiedział:

-Przekonałaś mnie. Nie zjem Cie na kolację, bo jesteś za słodka. Zjem Cię na deser.

Jak tylko to powiedział, skoczył na Ping Ping. Ping Ping zamarła. W momencie gdy wilk już na nią spadał coś czarnego wyskoczyło z krzaków i uderzyło wilka tak silnie w brzuch, że ten odskoczył na parę metrów. Okazało się, że jest to czarny, zamaskowany ninja.

-Jestem Zioom - powiedział ninja, jednak był to tylko jego pseudonim, ponieważ ninja nie może zdradzać swojego imienia jak jest zamaskowany. Takie są zasady.- Ja Cię uratuję Ping Ping!

Wilk w tym czasie zdążył wstać i powiedział:

-Żaden ninja nie pozbawi mnie deseru. Ciebie Zioom zjem na kolację - i skoczył na niego.

Zioom chciał wyciągnąć swoje nunczako, stwierdził jednak, że będzie ono za mocną bronią na tak słabego wilka.

Schylił się i zerwał parę źdźbeł i zrobił z nich w paru ruchach TRAWIASTE NUNCZAKO! Skoczył w górę, a wilk nie zdarzył wyhamować i wbiegł pod niego. Zioom spadł mu na głowę, a wilk zarył zębami w piasek. W chiński piasek.

Jesteście pewnie ciekawi w tym momencie jak to się stało, że Zioom akurat tam był. Trzeba wam o tym wiedzieć, że ninja ćwiczą głównie w lesie. Bo tam jest więcej drzew i mają na czym ćwiczyć. A Zioom odbywał swój codzienny trening (w sumie to co nocny).

Wracając do historii. Jak wilk upadł to Zioom zaczął naparzać go swoim trawiastym nunczako. Robił to z taka precyzją i siłą, że wilk po chwili stwierdził, że już nie jest głodny i uciekł do lasu. Wtedy Zioom podszedł do Ping Ping, zdjął maskę i rzekł:

-Jesteś już bezpieczna Ping Ping. Ja nazywam się Pong i nie mogłem zdradzić swojego imienia póki miałem na sobie maskę. Takie są zasady.

Ping Ping była pod wrażeniem. Pomyślała, że w końcu poznała faceta z zasadami. I się w nim zakochała (szczególnie jak zobaczyła jego czarne futerko).

-Dziękuję Ci Pong. Jak mogę Ci się odwdzięczyć?

-Możesz dać mi buziaka w policzek.

Ping Ping rzuciła mu się na szyję i dała buziaka. Pong odprowadził ją do norki. Od tamtego dnia spotykali się codziennie lub prawie codziennie. A w pokoju Ping Ping wisiało trawiaste nunczako, na pamiątkę tego, jak Pong ją uratował. Po paru latach wzięli ślub i mieli bejbusia-synusia, który był w kolorze kawy z mlekiem. Nazywał się Ping-Pong. I został mistrzem świata w tenisie stołowym. Od tego czasu tenis stołowy nazywany jest potocznie ping-pongiem.

Ostatnie wpisy

1 komentarz

  1. kraczek borówek pisze:

    Najlepsza bajka ze wszystkich :* tak 3maj!

Leave a Reply