Tchórzofretka-indianin i duch z pieczary

Dawno, dawno temu, za wielką wodą, tam gdzie teraz jest kraina zwana Stanami, a kiedyś było ładnie, mieszkała sobie tchórzofretka. Tchórzofretka straciła swoich rodziców jak była mała. Od tego czasu wychowywali ją Indianie. Ponieważ tchórzofretka była bardzo pojętna, to bardzo szybko nauczyła się strzelać z łuku i polować na bizony. Chodziła razem z Indianami na polowania, nosiła dwa piórka w swoim pióropuszu i strzelała z łuku. Po polowaniu stare Indianki uczyły tchórzofretkę gotować bizona w pieczarkach. I tak żyła sobie w miarę szczęśliwie, gotując dla swoich czerwonoskórych braci i polując z nimi na bizony.

Jednak jedna rzecz nie dawała jej spokoju. Nie wiedziała co stało się z jej rodzicami i kim tak naprawdę jest. Indianie nazywali ją Bezimienną Tchórzofretką. Bezimienna też nie znała swojego prawdziwego imienia. I byłoby tak pewnie po kres jej dni, gdyby nie stała się okropna rzecz. Pewnego dnia stada bizonów odeszły i nikt nie wiedział co się z nimi stało. Rada starszych zebrała się w wiosce i zaczęła narady. Po długich rozmowach doszli do wniosków, co należy teraz zrobić i przedstawili je mieszkańcom wioski. Brzmiało to mniej więcej tak:

-Howk. Kula kula amgo dula, mrauk miauk miaum kici kici.

Co w wolnym tłumaczeniu znaczy mniej więcej tyle:

-Towarzysze, nie jest dobrze. Duchy naszych przodków są złe i ukryły bizony w zaświatach. Żeby wszystko wróciło do normy musimy urządzić Zbuszki-zaścianki (nazwa nie do przetłumaczenia oznaczająca spotkanie z duchami) i dowiedzieć się czego pragną duchy.

Jak widać po tłumaczeniu indiański język może przekazać wiele treści w niewielkiej ilości słów. Ale nie o tym chciałem mówić.

Bezimienna zgłosiła się jako pierwsza do spotkania z duchami. W sumie to zgłosiła się jako jedyna, bo cała reszta odważnych młodzieńców nie bała się bizonów, ale duchy sprawiały, że dostawali gęsiej skórki. Rada starszych przygotowała Bezimienną do obrzędów Zbuszków-zaścianków. Pomalowali jej twarz na różowo-chabrowy kolor, dali w ręce żółtego sera i resztę suszonego mięsa bizona. I powiedzieli, że ma iść do tajemniczej pieczary i siedzieć tam całą noc przy ognisku. Bezimienna ruszyła do pieczary.

Gdy już tam dotarła, zrobiła dokładnie tak, jak kazała jej zrobić Starszyzna. Siedziała tak całą noc z serem w jednej dłoni a mięskiem w drugiej dłoni, ale nic się nie stało. W końcu, nie wiedząc kiedy, Bezimienna zasnęła. Obudziły ją jakieś wrzaski i krzyki. Jak tylko otworzyła oczy ujrzała latającego ducha. Był cały zielony i świecący. I od razu zaczął uciekać. Bezimienna niewiele myśląc pobiegła za nim chcąc dać mu sera i zapytać co stało się z bizonami. Duch jednak szybko uciekał. W momencie kiedy Bezimienna myślała, że już jej ucieknie, zatrzymał się i powiedział:

-Szybciej Leonoro. Bizony nie będą czekały na Ciebie cały dzień. Musismy się pospieszyć.

Bezimienna zastanawiała się dlaczego duch nazwała ją Leonorą. Szybko jednak wyrzuciła tą myśl z głowy, bo musiała biec za duchem. Duch zaprowadził ją do ogromnej pieczary gdzie znajdowały się bizony. Były one bardzo smutne i przygnębione. Duch prowadził ją dalej, aż doszli do największego bizona, który leżał na boku i ciężko sapał. Wtedy duch się odezwał:

-Użyj swych mocy i ulecz bizona, szefa wszystkich szefów. Wtedy znowu stada wyjdą na pastwiska i będziecie mogli na nie polować.

-Ale Duchu! Ja nie mam żadnych mocy. Jestem tylko sierotą, którą zaopiekowali się Indianie.

-Jak to nie masz żadnych mocy? Jesteś córką Wielkich Szamanów Bizonów! Ja jestem duchem Twojego ojca i mówię Ci, Leonoro, że masz ogromną moc. Musisz tylko zajrzeć wgłąb siebie.

Leonora, bo w końcu dowiedziała się jak ma na imię, skupiła się bardzo mocno, wyciągnęła ręcę nad starym bizonem i nagle buch! Z bizona strzeliła kupa dymu i wyrósł mu drugi ogon. Ducha się tylko uśmiechnął i powiedział:

-Nic się nie martw. Za pierwszym razem zawsze wyrasta drugi ogon. Spróbuj jeszcze raz, tylko tym razem myśl o tym, że bardzo chcesz go uzdrowić.

I dokładnie tak zrobiła. Z jej dłoni zaczęła płynąć niebieska moc-światło. Po chwili stary bizon wstał i był już zdrowy. Wszystkie bizony zaryczały radośnie i poszły na pastwisko. Z Leonorą został tylko duch jej ojca oraz najstarszy bizon. Stary bizon wręczył jej insygnia Wielkiego Szamana Bizonów. Duch powiedział jej, że jest z niej bardzo dumny i żeby wracała do wioski i żyła szczęśliwie. Leonora się popłakała i powiedziała, że bardzo żałuje, że on, jej ojciec, nie może być z nią na codzień. Uściskali się i duch zaczął znikać - był to bowiem koniec obrzędów Zbuszków-zaścianków.

Leonora wróciła do wioski i okryła się chwałą. Cieszy się od tego dnia wielkim szacunkiem i każdy podziwiał jej umiejętości jako Wielkiego Szamana Bizonów. A ja jeszcze powiem coś, co ona mówiła mam Indianiom:

-Każdy z nas ma w sobie ukrytą moc - są to wasze umiejętności. Gdy już je odkryjemy - będziemy szczęśliwi.

Ostatnie wpisy

Komentarzy: 2

  1. vinyl pisze:

    bajka w pytę!

  2. misiuziu pisze:

    Dzięki :) Staram się jak mogę :P

Leave a Reply